poniedziałek, 14 lipca 2014

Dzień 2

Obecnie jestem już po kolacji i „uczę” się do kartkówki z chemii, ale uznałam, że teraz to najlepszy moment, żeby zacząć opis kolejnego dnia, ponieważ mam spokój. Może zacznę od ranka i pobudki u boku Logana? Mogłoby się wydawać, że wszystko jest pięknie i ładnie.

Wstałam przed Loganem i obserwowałam, jak światło gra na jego twarzy. Kusiło mnie, żeby go pocałować, ale nie zrobiłam tego. Próbowałam też iść do siebie, ale trzymał mnie w żelaznym uścisku. Obudził się kilka minut przed śniadaniem, a gdy mnie zobaczył odsunął się z krzykiem.
– Co ty tu robisz, do cholery?!
Poczułam się, jakby coś przeszywało mnie na wylot, a nie miałam żadnych powodów. To odrobinę niepokojące.
– Nie pamiętasz? – głos mi się zmienił. Wydawało mi się, jakby należał do obcej osoby. Innej. Smutnej.
– Nie!
– Spotkałam cię wczoraj i zaprowadziłam tutaj. Opowiedziałeś mi o rozstaniu z Miley i poprosiłeś, żebym została z tobą. Chyba usnęliśmy oboje. – Wzruszyłam obojętnie ramionami i schowałam dłonie do kieszeni.
– Och… Ja i Miley się rozstaliśmy?
– Jak to ująłeś: przyłapałeś ją na bzykaniu się z twoim najlepszym kumplem.. – Spuściłam wzrok. – Uderzyłeś ją, ale przez przypadek. Gdy wróciłeś do domu zacząłeś płakać i poprosiłeś, żebym została z tobą. Tak też zrobiłam.

Z jakiegoś niewyjaśnionego wtedy powodu powiedziałam mu o pocałunku, a on mnie wyśmiał. Kazał mi się wynosić i zagroził, że jeśli komuś coś wygadam, to doniesie ojczymowi. Powiedziałam mu wtedy coś, czego nigdy nie zapomnę:
„Chrzań się, dupku. Mam lepsze rzeczy do roboty niż opowiadanie, że blond szmata dała się przelecieć.”
Nie wiem czemu zapadło mi to w pamięć, ale jego zatkało, a ja schowałam się pokoju. Przepraszam za te rozmazane plamy, ale łzy same jakoś lecą. Zaraz się opanuję.
Okej, już jest okej. Wzięłam się w garść.
W szkole nikomu nie rozpowiadałam nic o Loganie. Udawałam, że poprzednia noc nie miała miejsca. Śpiewałam pod prysznicem, zjadłam śniadanie i nawet podrzuciłam siostrze kilka pomysłów na projekt z angielskiego, gadałam na stołówce ze znajomymi i… tak, znów wylądowałam na dywaniku dyrektora. Tym razem za bójkę z Miley. I nie biłyśmy się o Logana, tylko o… mój obiad.

Nie byłam głodna, więc większość mojej tacy wciąż była pełna, gdy odnosiłam jedzenie. Obojętnym krokiem przeszłam obok stolika sportowców, gdzie Logan i Miley kłócili się cicho. W tym momencie Miley uderzyła w moją tacę i budyń wylał mi się na sweter.
– Uważaj, jak łazisz! – syknęła.
– To ty, to na mnie wywaliłaś – odparowałam, wycierając chusteczką kołnierzyk.
– Przeproś – nakazała.
– Nie.
– Przeproś. Już.
Parsknęłam śmiechem. Ostrym i nieprzyjemnym.
– Jeśli chcesz to mów tak do swoich przydupasów, ale do mnie. Nie boję się ciebie, dotarło, blondie?
Miley podniosła się z miejsca i spojrzała na mnie, jak jej się zdawało, groźnie.
– Co powiedziałaś?
– Żebyś się pierdo***a blond ku**o – w ostentacyjny sposób chwyciłam za bluzkę Miley i wlałam za jej dekolt moją colę. – Smacznego.
– Pierdo***ęte dziwadło! – krzyknęła, gdy odchodziłam. Dwie pieczenie na jednym ogniu, przemknęło jej przez umysł.* – Przyznaj, że bzyknęłabyś własnego brata! – cała stołówka to usłyszała. Wtedy coś we mnie pękło i rzuciłam się na Miley. To było, jak trans. Nikt nie mógł mnie powstrzymać od okładania pięściami jej twarzyczki. Dopiero moi przyjaciele zdołali mnie odciągnąć.

Tak też zostałam prawie zawieszona. Logan się za mną wstawił i obiecał, że nie wygada nic ojczymowi. Nie chciałam z nim wtedy gadać, więc tylko podziękowałam i wróciłam do swoich zajęć. Oczywiście rodzice poznali bardzo delikatną wersję i obyło się bez szlabanu. Candence nic nie wygadała, Logan też milczał, a incydent na stołówce sprawił, że ojczym nawet bardzo nie wściekł się za to, że Logan i Miley zerwali.
Ojczym bardzo dokładnie dokonywał selekcji dziewczyn Logana, a on się nie wtrącał. Nigdy nie był, z tym z kim chciał – tak powiedział mi wczoraj. Teraz czeka tylko na wyjazd na studia, żeby jego ojciec nie miał już żadnego wpływu na jego wybory. Ma nadzieję, że dostanie się do École Nationale Supérieure des Beaux–Arts de Paris (w skrócie nazywa to ENSBA), czyli Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Pięknych w Paryżu.
To zabawne, jak wiele o człowieku można się dowiedzieć, gdy ten jest pijany, prawda? Nie ma wtedy oporów przed otwarciem się przed tobą.
Ktoś właśnie puka do moich drzwi, więc dokończę potem.

***
*
***

Fajny ten znaczek? W razie wątpliwości to klepsydra. Ciocia Anabell mówiła, że to mój znak. Nie łapię tych oznaczeń, ale lubię klepsydry.
To Logan przed chwilą przyszedł… No, ta chwila trwała kilka długich godzin, bo przyszedł koło dwudziestej, a jest druga trzydzieści. W sumie nie do końca wiem, czego chciał, bo gdy jest trzeźwy jest o wiele mniej elokwentny.
Teraz jednak muszę się do czegoś przyznać.
Logan znów mnie pocałował. Przysięgam, że to samo tak jakoś wyszło! To on pukał do drzwi, co zresztą napisałam wcześniej.

– Zaraz! Nie pali się! – krzyknęłam, gdy pukanie do drzwi się nasiliło. Doczłapałam do nich i wyjrzałam przez szparę. Stał w nich Logan z gorącymi rumieńcami na policzkach. Muszę przyznać, że zdziwiła mnie jego obecność.
Przełknęłam ślinę i przygryzłam wargi.
– Tak?
– Moglibyśmy porozmawiać?
– Eee… Jasne. – Odsunęłam się z przejścia i wpuściłam go do środka. Obrzucił rozbawionym spojrzeniem moją piżamę. Składała się z porwanych spodenek zrobionych ze starych dżinsów i podkoszulka na ramiączkach, również z dziurą, ale bardziej widoczną.
Cofnęłam się pod ścianę i przygryzłam wargi.
– O co chodzi? – spytałam. Nie czułam się komfortowo.
– Ja… – wziął głębszy wdech. – Przepraszam. Przepraszam za to, co powiedziałem rano.
– Nie szkodzi… To normalne, że tak się zachowałeś. Zresztą nic nie pamiętałeś rano, więc…
– O to chodzi, że pamiętałem… Pamiętałem wszystko, a zachowałem się, jak idiota. Powinienem ci podziękować, chociaż za samo to, że nie kazałaś mi wtedy spadać…
– Nie mam ci niczego za złe ani nie musisz mi dziękować. Naprawdę.
Zaśmiał się gorzko, a po jego twarzy potoczyły się łzy. Otarł je szybko wierzchem ręki i spojrzał na mnie zawstydzony.
– Siadaj – nakazałam, sama siadając po turecku na dywanie. Posłuchał i patrzył na mnie. – Czy chciałbyś mi powiedzieć coś jeszcze?
Po jego głowie obijało się mnóstwo myśli, które w sumie nie miały większego sensu poza tym, że po prostu dobrze się przy mnie czuł. Było w tym, coś więcej niż tylko moja otwartość. Czuł się przy mnie trochę, jak przy Miley, ale lepiej. Podejrzewał, że go zauroczyłam i nie wiedział, jak mi to powiedzieć.
Uśmiechnęłam się do niego i pochyliłam do przodu.
– Wiem, rozumiem – szepnęłam cicho. Patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
– Chciałbym być taki, jak ty – wyznał.
– Pokopany?
– Pewny siebie. Chciałbym nie bać się, być sobą. Chciałbym móc nie być takim mięczakiem.
– Nie jesteś mięczakiem! – zaprzeczyłam. – Jesteś wrażliwy, a to co innego. I nikt nie każe ci być kimś innym. Bądź sobą i tyle.
– To nie takie proste… Nie z moim tatą…
– Więc bądź sobą w tajemnicy przed nim. Lubisz rysować, tak? To zapisz się na zajęcia plastyczne.
– Przecież mam treningi! Muszę być na wszystkich, przecież jestem rozgrywającym…
– Nie mam pojęcia kto to. Guzik mnie obchodzi sport.
– I to jest w tobie piękne. Mnie, tata by za to zatłukł.
– Wczoraj też próbowałeś mi wcisnąć podobny kit – stwierdziłam wesołym głosem. On za to się nie zaśmiał, tylko ujął moją twarz w dłonie i patrzył mi w oczy.
– Naprawdę mi się podobasz – szepnął i mnie pocałował.

To było całkiem miłe doświadczenie i z chęcią będę je powtarzać. Potem jeszcze sporo rozmawiałam z Loganem. Leżeliśmy na moim łóżku – idealnie o pamiętam, mimo tego, że działo się to kilka godzin temu. Nie rozmawialiśmy o niczym, ale wtedy dostrzegłam na plecach Logana bliznę. Wystawała spod jego podkoszulka. Oczywiście zapytałam go, co mu się stało. Powiedział, że gdy był mały miał wypadek.
Ale to nie blizna po wypadku. Już widziałam takie blizny i to nie raz. Moja macocha była bita przez męża i ma identyczne blizny. Używał kabla i pasa. Oczywiście powiedziałam o tym Loganowi, a on przyznał się, że gdy był mały to tata – mój ojczym – go bił. Teraz już tego nie robi, bo jego syn jest starszy i większy. Mógłby się obronić. Jego mamę też bił, przez co uciekła. Do tej pory Logan boi się własnego ojca. Podobno, gdy był mały złamał mu rękę, bo usłyszał, że malec nie chce grać w futbol i woli rysować. Gdy mi o tym opowiadał wciąż płakał.
Było mi go bardzo szkoda, bo nie wyobrażałam sobie tego, co przeszedł. Zapytałam go, czy pokazałby mi kiedyś swoje rysunki i obiecał, że jutro mi jakieś przyniesie.
Obecnie Logan znów śpi tuż obok mnie i tym razem mruczy coś o mnie. Jest bardzo uroczy i szczerze mówiąc od godziny nie robię nic innego, tylko go całuję po policzkach. Nie mógł przeze mnie usnąć i dlatego podjęłam się kontynuowania przerwanego opisu dnia.

Kolejny cytat:

„Gdy zakochani całują się po policzkach, to znaczy, że błądzą po omacku, szukając swych ust. Pocałunek tworzy kochanków.”


Émile Zola

Może będę tak kończyć każdy dzień?







*Chodziło o to, że Miley chciała jednocześnie dopiec Tris i Loganowi.

Alicja

środa, 25 czerwca 2014

Część Pierwsza: Klątwa Czarownic

Dzień 1

Wszystko jest do dupy

I tak jest do dupy

Po co to piszę?????
Jak zacząć?
Przepraszam za te wszystkie  idiotyzmy.

Już nic nie rozumiem.

Pieprzyć to wszystko!!!

Życie jest do kitu.


Opowiem Ci o mnie. Wiem, że w końcu ten dziennik trafi w czyjeś ręce i bez względu na to, czy jesteś moim przyjacielem, wrogiem, psychiatrą, lekarzem lub obcą osobą dowiesz się o rzeczach, które nie zdarzają się normalnym ludziom. To tylko krótkie wprowadzenie, gdyż mój lekarz Pan Szczerzyząbek – tak go nazywam – kazał mi prowadzić dziennik, w którym codziennie coś opiszę. Tylko ja mam to pisać i czytać, chyba że zdecyduję się to komuś pokazać. Po śmierci cioci Anabell odrobinę się załamałam i posłano mnie do Szczerzyząbka.
Tak więc dziś zaczynam moje zwierzenia.

Jak już wspomniałam wcześniej życie jest do kitu. Nie, nie dlatego, że mam gorsze oceny albo nauczyciel się na mnie uwziął. O nie, ja wchodzę na bardziej powalony poziom.
Otóż dotyczy mnie coś, co nazywamy Klątwą Czarownic. Nie jestem taką czarownicą jak w bajce o Jasiu i Małgosi albo Jak w serii o Harrym Potterze, którą zresztą czytałam pięć razy. Chodzi bardziej o to, że gdy kończymy szesnaście lat dostajemy zdolność. Dar. Ale równowaga musi być i w zamian Wszechświat, Bóg, Diabeł, demony, czy co to tam nam daje te moce zabiera nam coś, co jest dla nas bardzo ważne. Ciocia Anabell też taka była i nie wytrzymała. Wszechświat wciąż utrudnia nam życie, a ona nie dała rady sprostać kolejnej próbie i zginęła.
Poza mną jest jeszcze około trzynastki takich osób. Część z nich już ma swoje zdolności, inni nie. Ja zdobyłam moją kilka tygodni temu, ale jej nie używam. To telepatia, a ja nie chcę wiedzieć, co myślą inni.
Pokręcone, co? A ostrzegałam.
Poza tym nazywam się  Beatrice. Pozwól, że nie będę podawać nazwisk. Nie zwracaj uwagi na poprzedni wpis.
Moje egzystencja jest mocno popieprzona.  Robiłam w życiu wiele chorych rzeczy, ale one nie szkodzą takim jak ja. Paliłam, piłam i ćpałam. I co? I nic. Zero skutków, które mogłyby mi zaszkodzić. Ale dziś to przeszłam samą siebie i chyba to kazało mi zacząć pisać ten cholerny dzienni.
Kilka lat temu moja mama rozstała się z tatą i wyszła za mojego ojczyma. Ojczym ma syna, który w tym roku kończy szkołę – Logana. On i moja starsza siostra Candence nawet jako tako się zaczęli dogadywać. My udawaliśmy, że się nie znamy. I w domu i w szkole i w święta. Zawsze i wszędzie. Na przykład dziś podczas lunchu omal nie spłonął ze wstydu po moim niewielkim wybryku.

Był pierwszy dzień liceum, więc każdy chciał zająć sobie jak najlepsze stoliki. Jedynie sportowcy nie mieli tego problemu, bo to elita. Ja z moimi przyjaciółmi siedzieliśmy bardziej z tyłu i mieliśmy spokój. Nikt do nas nie podchodził. Większość uważała nas za dziwaków, bo niemal wszyscy poza mną ubierali się jak punki, goci lub metalowcy. Po prostu mieliśmy swój pokręcony styl, choć ja byłam spokojniejsza. Do szkoły ubierałam jak przystało grzecznej dziewczynce. Tylko niektóre dodatki temu zaprzeczały.
– Czytaliście Romea i Julię? – spytała Alice, która gapiła się na książkę z nienawiścią. Była obecnie w ostatniej klasie i zaczęli to przerabiać na angielskim. – Tris? –  spojrzała na mnie błagalnie, bo miałam rozszerzony angielski.
– Tak, czytałam – wyznałam, przełykając kęs jabłka.
– I o czym to?
– Ponoć uwielbiasz filmy z Leonardem Di Caprio, obejrzyj film.
– Tris, proszę!
– Jest Romeo i jest Julia. Poznali się na balu u rodziców Julki. Zakochali się od pierwszego wejrzenia, następnego dnia wzięli ślub, Romeo zabił kuzyna Julki, bo ten zabił jego szwagra… chyba szwagra… Okej, Romeo musiał uciekać do Mantui, potem przez kiepską pocztę wszystko bierze w łeb i oboje umierają.
Alice w zamyśleniu podrapała się po brodzie.
– Hm… Okeeej, i to wszystko?
– Raczej tak.
– Spoko… I tak dostanę banię! – wrzuciła książkę do torby i splotła dłonie z tyłu głowy. – Chrzanić Romea i Julię! Ja chcę Wywiad z wampirem! – Alice od dawna przymierzała się do przeczytania książek Anne Rice, ale tylko pod warunkiem, że albo wprowadzą ją do lektur szkolnych, albo dostanie ją w prezencie na święta albo dopiero po studiach.
Parsknęłam śmiechem i dostrzegłam, że w naszą stronę idzie pan Cook. Był nowym nauczycielem i ubzdurał sobie, że unormuję naszą młodzież.
Chwilę przed tym jak podszedł z głośników poleciał utwór Pink Floyd Another Brick the Wall. Mogłam się domyśleć, że to zostanie puszczone, bo Bob – nasz kumpel – miał dyżur w radiowęźle.
Nie mogłam się powstrzymać przed tym, co zrobiłam potem. Najzwyczajniej w świecie wskoczyłam na stół i zaczęłam śpiewać ten kawałek przy okazji dziwnie tańcząc.
– Zejdź ze stołu! – krzyknął nauczyciel, a ja nachyliłam mu się do twarzy.
– Hey, Teacher, leave them, kids, alone!

Po tym incydencie ja trafiłam na dywanik u dyrektora, a Logan uparcie tłumaczył się, że jestem powalona. Potem w domu naskoczył na mnie, że psuję mu reputację. Było to tuż przed kolacją, gdy ojczym i mama rozkładali naczynia, a ja czytałam Wielkiego Gatsby’ego na angielski. Podszedł do mnie i zaczął gadać, że nie chce przeze mnie stracić kumpli i że przeze mnie cały dzień wyśmiewali go na treningu. Gdy już się wygadał i rzucił kilka gróźb w bardzo „dojrzały” sposób pokazałam mu środkowy palec i zasiadłam do kolacji. Od ojczyma też mi się oberwało. Mówił, że to niepoważne. Że zachowałam się niedojrzale. Że nie wnoszę nic do tej rodziny.
Ale nie to było najgorsze. Jak mówiłam to nie ojczym i dyrektor są moim problemami. Problemem jest to, co się stało potem.
Wieczorem wyszłam do Alice. Wszyscy się tam zebraliśmy, żeby po prostu się pobawić. I jak zawsze było ekstra. Tańczyliśmy, śmialiśmy się i śpiewaliśmy. Oczywiście opowiedziałam im o tym, co gadał Logan i ojczym i to z nich śmialiśmy się najgłośniej. Dość szybko jednak się rozeszliśmy, bo wrócili rodzice Alice.
Pod domem znalazłam się grubo po północy i jeszcze przez chwilkę tam stałam, żeby wywietrzeć po papierosie. Wtedy zobaczyłam wlokącego się Logana. Był nieźle wstawiony. Gdy mnie zobaczył zatrzymał się i patrzył w moim kierunku zaskoczony.

– Co tutaj robisz? – spytał. Szczerze to spodziewałam się o wiele większego bełkotu z jego ust, ale on chyba tylko chwiał się na nogach. Wyglądał na mocno przygnębionego.
– A co cię to interesuje?
– Hm…  –  podrapał się po głowie. – Tak jakoś…
– Chcę się wywietrzyć, żeby mama nie wyczuła, że paliłam.
– Ta, jasne – zaśmiał się. – Ty i palenie.
Przewróciłam oczami i pomachałam mu paczką papierosów przed nosem.
– Widzisz? Nie mów mi, że się nie spodziewałeś. W końcu jestem czarną owcą – rzuciłam złośliwie. Logan znów się zaśmiał, a jeden z jego czarnych loków opadł mu na te jego błękitne oczy. Może i go nie lubiłam, ale musiałam przyznać, że był przystojny.
– Z czego się śmiejesz?
– Z ciebie – odparł spokojnie. – To ani trochę do ciebie nie pasuje.
– Przecież mnie nie znasz – zauważyłam i schowałam papierosy w tylną kieszeń. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je przed Loganem. Wszedł do środka. Szedł odrobinkę chwiejnie i bez problemów mógłby dojść do pokoju. Ale on osunął się na ziemię i zaczął płakać. Stałam tam nad nim i przez moment zastanawiałam się, co zrobić. W końcu uklękłam obok niego i ostrożnie położyłam mu dłonie na ramieniu.
– Logan… Stało się coś?
– Jestem okropny!
– Dlaczego?
– Bo… – zawahał się. – Dlaczego chcesz słuchać moich durnych problemów?
– Bo chcę zostać psychologiem – burknęłam. – Bądź co bądź jestem twoją siostrą, nie? Nikomu nie powiem. Obiecuję.
Wziął wdech.
– Wiesz, która to Miley? – spytał.
– To ta czirliderka? Jedna z wielu blondynek.
– I moja dziewczyna. Była, tak się zdaje…
Usiadłam obok Logana, bo wyglądało na to, że szykuje się dość długa opowieść. Oparł mi głowę na ramieniu i przymknął powieki. Dopiero teraz zauważyłam jak delikatnej urody był. Był blady, miał delikatne rysy i pełne usta.
– Byłem pewien, że ona rzeczywiście coś do mnie czuje, ale oczywiście się pomyliłem. Dureń ze mnie.
– Skąd wiesz, że nic nie czuje?
– Bo przyłapałem ją jak bzyka się z moim najlepszym kumplem.
– Tak… To kiepsko, ale… przecież możesz mieć każdą inną dziewczynę, nie?
– Może i tak, ale… Stałem tam wtedy jak kołek i nie wiedziałem co zrobić. W końcu odwróciłem się i odszedłem, ale oni pobiegli za mną.
– I co się stało?
– Uderzyłem ją… Ale ja nie chciałem! Chciałem uderzyć jego, ale go zasłoniła…
– Wiesz co?
– Co?
– Jesteś świetnym facetem, który nie powinien się przejmować taką szmatą, jak ona, wiesz? – podniosłam się z miejsca i pomogłam wstać Loganowi. Odprowadziłam go do pokoju i położyłam na łóżku.
– Przepraszam za to jak zachowałem się wcześniej.
– Nie masz za co.
Przymknął powieki i wziął wdech.
– Mogę mieć do ciebie prośbę?
– Jasne.
– Położysz się obok?
– Jasne – mruknęłam tylko i ułożyłam się obok Logana.

Rozmawialiśmy wtedy o wszystkim i o niczym. Zorientowałam się, że nikt nigdy nie poznał prawdziwego Logana. Lubił poezję, muzykę klasyczną i kochał rysować, ale nigdy nikomu nie odważył się pokazać rysunków. Nigdy nie lubił sportu, ale tata mu kazał. O wiele bardziej wolałby nauczyć się grać na fortepianie.
On za to dowiedział się, że lubię śpiewać pod prysznicem, kocham czytać i nigdy nie przyznam się przed rodzicami do… ha, ha! Nie powiem tego! Tylko Logan i ja to wiemy. No i moi przyjaciele.
W pewnym momencie Logan powiedział mi, że jestem ładna.

– Chyba powinieneś wytrzeźwieć – stwierdziłam z uśmiechem na twarzy.
– Nie, teraz właśnie to widzę.
– Jutro zmienisz zdanie.
Naprawdę nie byłam ładna.

Jestem do bólu przeciętna. Nie brzydka i nie ładna. Wysoka też nie jestem. Sporo na świecie takich dziewczyn jak ja.

– Gdy wytrzeźwiejesz zmienisz zdanie – powiedziałam. Uśmiechnął się do mnie i przymknął powieki.
– Wtedy będę tego żałował dopiero jutro – szepnął. Nim zdążyłam zapytać czego będzie żałował pochylił się nade mną i… pocałował. Tak właśnie, syn ojczyma mnie pocałował i całował
świetnie. Z tym, że głupio było przeżyć swój pierwszy pocałunek z Loganem. Podejrzewałam też, że moje zdolności w tej dziedzinie nie są zbyt wysokie.

Tak, drogi przyszły czytelniku. Mój pierwszy pocałunek przeżyłam z przyrodnim bratem i to całkiem niedawno. I to jest problem. Nie czuję aby to było złe i teoretycznie nie jest, ale… boję się tego, co stanie się jutro, gdy Logan wytrzeźwieje.  Teraz śpi obok mnie i mamrocze przez sen coś o Miley. To miłe patrzeć na niego podczas snu, ale i przerażające, że tak na mnie działa. Mam nadzieję, że jutro nie będzie się mocno na mnie gniewał.
A teraz dobranoc.

To tak na lepszy sen:

,,Sing me to sleep
Sing me to sleep
I don't want to wake up
On my own anymore”*

The Smiths – „Asleep”





*utwór zespołu The Smiths – Asleep; podany tekst można przetłumaczyć: ,,zaśpiewaj mi do snu, zaśpiewaj mi do snu; nie chcę już więcej budzić się samotnie”